O wyrazie wielkiej odwagi

Jakiś czas temu, kiedy zaproponowałam grupie znajomych kobiet udział w tutoringu zawodowym, jedna z nich napisała: „wstydzę się, że nie wiem co mam w życiu robić i potrzebuję takiego rodzaju pomocy.”
Poczułam smutek, a potem pomyślałam, że to coś, co brzmi mi całkiem znajomo. Słyszałam to już przecież wiele razy.  Proszenie, szukanie, korzystanie z pomocy wydaje się wielu z nas uwłaczającym doświadczeniem. Tak bardzo, że jesteśmy gotowi zrezygnować z siebie. Zdarza się, że ignorujemy wyraźne sygnały z własnego ciała, żeby tylko nie poprosić o pomoc czy zaspokojenia swoich potrzeb, choćby tylko w formie zmniejszenia nawiewu czy otwarcia okna. Znacie to?
Zresztą nic dziwnego. Jesteśmy do tego przygotowywani od samego początku naszego życia. Już jako niemowlęta powinniśmy samodzielnie jeść, spać i oczywiście regulować swoje emocje (czyli np. szybko się uspokajać). System szkoleniowy przewiduje kary w postaci braku wsparcia w trudnych momentach („idź do swojego pokoju i wróć, kiedy się uspokoisz!”), ale także nagrody i głaski. Szczególnie, kiedy świetnie sobie poradziłaś, byłaś samodzielna i bardzo dzielna.
I tak myślę sobie, że trudno po takim treningu mieć spokój, pewność i kompetencje w obszarze proszenia o pomoc. Nie pomaga kultura, która mocno promuje samo-dzielne i odnoszące sukces jednostki.
I tak żyjemy, starając się być samowystarczalni, dzielni. Na samą myśl o poszukiwaniu pomocy czujemy zimny dreszcz. A kiedy już naprawdę musimy to zrobić, analizujemy co inni sobie pomyślą. Zastanawiamy się czy wszyscy zobaczą nasze słabości i luki.
Tymczasem, korzystanie z pomocy i proszenie o nią, absolutnie nie są wyrazem słabości. Nie oznaczają, że jesteś nieudacznikiem. To nie porażka, ani głupota. Nie uwłacza to też Twojej godności. Naprawdę.
Za każdym razem, kiedy widzę kogoś poszukującego wsparcia czuję się wzruszona. Myślę o tym, jak trudno jest w sobie odnaleźć siłę, żeby to zrobić. To branie odpowiedzialności za siebie (i ludzi, z którymi żyjesz) i troszczenie się o siebie. Pozwolenie sobie na to przynosi nadzieję. Pojawia się duma i radość z powodu odwagi opiekowania się sobą. I zawsze, ogromna ulga.
Czuję, że jeśli chcemy budować wspólnoty i pozostać w zdrowiu psychicznym, musimy zacząć opowiadać tę historię na nowo.
Jeśli potrzebujesz pomocy, masz prawo o nią poprosić i z niej skorzystać. Niezależnie od tego czy chodzi o wsparcie lekarza, psychologa, terapeuty, niani, męża, żony, przyjaciółki, przełożonego czy pani ekspedientki w sklepie z butami. Proszenie o pomoc to nie wstyd. To opiekowanie się sobą. Daj sobie taką możliwość.

Leave a Reply