Lęk przed śmiercią. Po-Wielkanocne myśli

Tak się paradoksalnie złożyło, że w czasie ostatnich Świąt, w swojej symbolice tętniących życiem, przeczytałam książkę o śmierci.
Piękną, wzruszającą i dającą nadzieję. „Istoty ulotne”, bo o niej mowa, to 10 terapeutycznych opowieści znanego amerykańskiego psychoterapeuty Irvina Yaloma, który wraz ze swoimi pacjentami dotyka ulotności, przemijania i lęku przed śmiercią.
Ten lęk jest uniwersalny. Każdy z nas go doświadcza. Wykonujemy naprawdę przedziwne wygibasy i akrobacje, żeby go nie czuć. Walczymy o kontrolę, uznanie. Pracujemy, osiągamy, biegniemy i to w szybkim tempie. Załatwiamy sprawy, kupujemy, jeździmy. Nie zatrzymujemy się. Nie myślimy. Zdarzają się krótkie momenty świadomości. Kiedyś umrę. Nie będzie mnie. Co będzie potem? Często przepełnione tak wielkim napięciem, że owy szybki bieg zdaje się być wytchnieniem i przyjaźniejszą opcją.
Próbujemy się od niego oderwać, odciąć. Kultura i świat, w których żyjemy, są w tym bardzo pomocne, choć jeszcze 100 lat temu wyglądało to zupełnie inaczej. Pamiętam, kiedy w zeszłym roku, w okolicach pierwszego listopada słuchałam w radiu wywiadu z antropologiem z Uniwersytetu Śląskiego. Opowiadał, zresztą niesamowicie ciekawie, skąd wzięło się powiedzenie „odpukać w niemalowane”. Owo „niemalowane” było surową deską, służącą do obmywania i przebierania ciała zmarłego przed położeniem go w trumnie. Była elementem wyposażenia domu, wyciąganym „sezonowo” –  tak zwyczajnym, jak choćby beczka do kiszenia kapusty.
Życie i umieranie odbywało się w tym samym miejscu, nierzadko w jednej, tej samej izbie.
Dzisiaj śmierć nie pasuje do błysku, kolorów, świateł miast i muzyki centrów handlowych.
Pojawia się w serialach i filmach. Czasem dość spektakularnie. Mało tej spektakularności, kiedy ktoś naprawdę umiera. Na żywo (sic!) i w realu. Wtedy to brzydkie słowo na „ś”. Zostaje ściśnięte gardło i poczucie niezręczności, olbrzymiego zakłopotania. Bo co powiedzieć albo chociaż jak po prostu być przy osobie przeżywającej żałobę czy chorującej na śmiertelną chorobę,  kiedy sami jesteśmy panicznie przerażeni taką perspektywą?
Kiedyś usłyszałam, że kto boi się śmierci, tak naprawdę boi się życia. I to jest główne przesłanie książki Yaloma. Im większy ten lęk, tym trudniej żyć.
Co zatem pozostaje?
Niemarnowanie energii, sił i czasu na zaprzeczanie niezaprzeczalnemu. Odważne przyjęcie. Co nie oznacza, że lęk nagle zniknie. Zaakceptowanie. Podarowanie sobie prawa do jego przeżywania. Znalezienie towarzysza, przyjaciela albo przewodnika, który nie ucieknie, a będzie chciał porozmawiać o śmierci.
Przekonuje mnie Yalom, który pisze: „Patrzenie śmierci prosto w twarz, jeżeli mamy przewodnika, nie tylko wycisza przerażenie, ale powoduje, że życie staje się bardziej wyraziste, cenniejsze, bardziej żywe”.
Czasem przeprowadzam z klientami pewne ćwiczenie coachingowe, którego ostatnia część polega na odpowiedzi na pewne pytanie. Brzmi ono: „Co byś zrobił(a), gdyby zostało Ci sześć miesięcy życia?”.
I nieustannie fascynuje mnie, jaką wolność w wyrażaniu siebie daje taka perspektywa –  hipotetyczne nawet uznanie śmierci i jej prawa do pojawienia się w odpowiednim czasie. Zawsze wzrusza mnie wtedy, kiedy ludzie opowiadają o swoich marzeniach, chęci bycia blisko siebie samej/samego, potrzebie bliskości. Zdarza się, że w takich momentach pytam: na co czekasz? Co Cię powstrzymuje, aby robić to teraz?
Trochę ich, a trochę sama siebie.
Na co czekasz?
„Chciałabym oswoić się ze świadomością, że każde życie dobiega końca. I w świetle (lub cieniu) tej wiedzy nauczyć się żyć. Nauczyć się żyć tu i teraz. Oto czego nauczyłam się o raku –  pokazuje ci bliski koniec, po czym wypluwa cię z powrotem do świata, do codziennego życia ze wszystkimi jego radościami i przyjemnościami, których doświadczasz teraz o wiele mocniej niż przedtem. Wiesz, że coś ci odebrano i coś otrzymałeś w zamian. To, co otrzymujemy, to nowa perspektywa życiowa, a to, co tracimy, to iluzja nieskończoności życia i wiara w naszą własną wyjątkowość, wyjmującą nas spod władzy prawa natury”.
 
I chciałabym, tak jak pacjentka profesora Yaloma, nauczyć się żyć w świetle (lub cieniu) tej wiedzy.
 
Zdjęcie autorstwa Mariam Soliman ze zbiorów Unsplash

Leave a Reply