Filmy na piątkowy wieczór. Trzy dobre propozycje

Lubicie ten moment, kiedy w piątkowe popołudnie wychodzicie z pracy i myślicie co będziecie robić wieczorem? Ja bardzo!  A że u mnie z imprezami zwykle wygrywa dość emerycki i spokojny tryb życia, to mam za sobą sporo świetnych filmów i książek, które może i Was zachwycą i umilą Wasze popołudnia i wieczory. Dzisiaj zapraszam na trzy piękne, nieprzytłaczające i dające nadzieję historie, w sam raz na piątkowy wieczór, po tygodniu pełnym wrażeń.

 

O Angliku, który wszedł na wzgórze, ale zszedł z góry
The Englishman Who Went Up a Hill But Came Down a Mountain
(reż. Christopher Monger, Wielka Brytania, 1995)
Jestem absolutnie zakochana w tym filmie! To cudowna, ciepła opowieść rozgrywająca się w Walii w czasie I wojny światowej. Do małego miasteczka przybywają dwaj kartografowie, byli wojskowi – Reginald Anson (młody Hugh Grant!) i George Garrad  (Ian McNeice), aby zmierzyć wzniesienie Ffynnon Garw, które jest powodem lokalnej dumy. Mieszkańcy  miasteczka szczycą się bowiem, że jest to „pierwsza góra w Walii”. Jakież jest ich rozczarowanie, kiedy okazuje się, że do tego miana Ffynnon Garw  brakuje 16 stóp! Mieszkańcy postanawiają usypać brakującą wysokość, a najtrudniejszym zadaniem okazuje się zatrzymanie kartografów w miasteczku i skłonienie do ponownych pomiarów. Uśmiejecie się przy intrygach wymyślanych przez mieszkańców. To piękna historia o podziałach, które nie znikają, jednak nie przeszkadzają w jednoczeniu się ludzi wokół ważnej dla siebie sprawy. Rozczula i daje nadzieję. Jeśli lubicie piękne zdjęcia i angielski humor, to koniecznie obejrzyjcie ten film.

 

Jak Bóg da
Se Dio Vuole
(reż. Edoardo Maria Falcone, Włochy, 2015)
To był pierwszy komediowy film, jaki obejrzałam w kinie. Trudno w to uwierzyć, ale wcześniej chodziłam do kina tylko na poważne i raczej smutne filmy. Pamiętam, że sam seans i grupowe wybuchy śmiechu były wtedy dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. A śmiechu było sporo i to czasem do łez. „Jak Bóg da” to włoska produkcja, której głównym bohaterem jest Tommaso, lekarz i bezgranicznie ufający swojemu rozumowi ateista. Prowadzi wraz z rodziną spokojne życie mieszczanina, do momentu kiedy syn, który miał pójść w jego ślady, oznajmia mu, że wybiera się do seminarium. Tommaso planuje szereg naprawdę zabawnych podstępów, mających na celu odwieść syna od jego zamiarów. Siłą tego filmu jest bardzo zręczne połączenie komediowych wątków z dotknięciem naprawdę ważnych obszarów. Twórcy robią to z niezwykłą delikatnością, zręcznością i taktem, bez moralizatorstwa i nachalności. Dla mnie to głównie film o  spotkaniu i otwartości.  Piękna historia o tym, że ludzie potrzebują różnych dróg, aby uwierzyć.

 

Imagine
Imagine
(reż. Andrzej Jakimowski, Francja, Polska, Portugalia, Wielka Brytania, 2012)
Doświadczyłyście kiedyś spotkania, które zmieniło Wasze myślenie o sobie i świecie? Zawsze jest to zdarzenie poruszające do głębi, wywołujące szereg, czasem bardzo sprzecznych, emocji. „Imagine” opowiada o sile takiego spotkania. I robi to naprawdę z niezwykłym wdziękiem. To historia o nauczycielu, który zmienia życie swoich niewidomych uczniów poprzez udowadnianie im, że brak wzroku jest kalectwem tylko z perspektywy widzących. Ten film jest bardzo „tu i teraz”. Niewiele wiemy o głównych bohaterach – kim byli wcześniej, co robili. I właściwie jest to zupełnie nieistotne. Reżyser daje nam możliwość przyglądania się (a może i podglądania) z bliska wycinkowi ich życia. Oglądałam ten filmu dwukrotnie. Za pierwszym razem ujęła mnie historia, za drugim oczarowały dźwięki i obraz. Bardzo doceniam troskę twórców o szczegóły. Mam wrażenie, że każdy odgłos został tutaj dokładnie przemyślany i perfekcyjnie umiejscowiony. Muzyka i obrazy są urzekające. Wszystko to tworzy absolutnie niezwykle dzieło, które na bardzo długo zostaje w sercu i głowie.

 

A jakie są Wasze ulubione filmy na spokojny wieczór? Podzielcie się swoimi typami. Dobrego piątku!

Leave a Reply