Czego nie mówić nauczycielom? 6 wkurzających tekstów

Niemal każdy w naszym kraju ma coś do powiedzenia na temat systemu edukacji, uczenia dzieci i pracy nauczycieli . Wszyscy jakiegoś znają. Sami przecież przeszli przez szkołę albo obecnie towarzyszą w tym swoim dzieciom. I wszyscy wyraźnie, z chirurgiczną precyzją potrafią wskazać niedociągnięcia i błędy pedagogów.
I na początku umówmy się. Nie uważam, że nauczyciele są idealni i wszystko robią doskonale. Mamy swoje za uszami. Wszyscy wiemy, że jest sporo do zrobienia i bardzo się cieszę, kiedy pojawiają się konkretne propozycje rozwiązań. Ale czasem, kiedy słyszę kolejny stereotypowy, bezmyślnie powtarzany tekst, który ma na celu nic innego, jak jedynie wbicie przysłowiowej szpili, to ręce opadają. Nie mi jednej. Zrobiłam sondę wśród nauczycieli, zobaczcie, które teksty uznali za najbardziej przykre/wkurzające.
Jeśli jesteście rodziną, znajomymi, współpracownikami nauczyciela albo uczy on Wasze dzieci, to zapraszam na krótki poradnik. Czego absolutnie mówić, nawet jeśli wydaje się Wam, że jest to konieczne i nie da się inaczej? Sprawdźcie poniżej.
Nauczyciele mają się dobrze. Tyle wolnego czasu!
Klasyk. Idealny, żeby podkreślić swoją wyższość i oczywiście pracowitość. Największą siłę rażenia osiąga przy stole na rodzinnej imprezie albo na spotkaniu ze znajomymi.
To prawda, że nauczyciele nie pracują 40 godzin przy tablicy. Spróbujcie jednak wyobrazić sobie, że Wasza praca polega na publicznym występowaniu przed grupą ludzi, których musicie czegoś nauczyć. Stosować innowacyjne metody, starać się, aby wszyscy zrozumieli. Dodatkowo śledzicie tzw. proces grupowy, czyli obserwujcie co się dzieje pomiędzy poszczególnymi członkami grupy, i adekwatnie na to reagujecie. Dbacie o atmosferę i bezpieczeństwo. Osoby w tej grupie często mają swoje osobiste trudności. Na przykład trudno im się uczyć, bo rozpada się ich rodzina albo od zawsze mają poważne problemy z koncentracją i nie potrafią skupić się nawet przez 5 minut. Sama grupa też nie zawsze ma ochotę na uczenie się akurat tych rzeczy, które proponujecie. I czasem robi wszystko, aby odwieść Was od założonego planu. Brzmi łatwo? Nie zapominajmy także o innych obowiązkach:  sprawdzaniu kartkówek, przygotowywaniu zajęć, spotkaniach z rodzicami, kilkudniowych wycieczkach, odpowiedzialności za bezpieczeństwo uczniów, całym obciążeniu emocjonalnym z tym związanym (myślę, że nie bez powodu nauczycieli określa się jako jedną z grup zawodowych najbardziej narażonych na wypalenie). Spróbujcie tak popracować przez 40 godzin tygodniowo. Powodzenia!
Ty jesteś zmęczona? Przecież ty się tylko z dziećmi bawisz!
No bo w końcu co to za praca. Pilnowanie dzieci? Phi, każdy głupi to potrafi. A ty jeszcze narzekasz na zmęczenie. Jakby to był jakiś wielki wysiłek. Nie rób sobie wstydu, kobieto.
Tekst w tym samym stylu, co poprzedni. Fascynuje mnie fakt, że ktoś daje sobie prawo, aby dawać lub odbierać innym prawo do zmęczenia. Nie mam zielonego pojęcia jak Ci ludzie na to wpadają.
Pani jest taka młodziutka!
Niby przyjemny tekst. Zazwyczaj mówiony w przemiły sposób, a jakiś niesmak pozostaje. Skąd się wziął? Bo to nic innego, jak rodzaj biernej agresji. Począwszy od założenia, że pracując gdziekolwiek to nie wiedza, kompetencje, umiejętności mają znaczenie, a wiek. Przez fakt, że ktoś w ogóle w sytuacji formalnej decyduje się na komentarz dotyczący wieku innej osoby. A skończywszy nad tym, że ten tekst posiada ukryty przekaz, który brzmi: „Nic nie wiesz o prawdziwym życiu”. No przecież oczywista sprawa. Młoda to głupia. Gówniara. Co tam studia, szkolenia, przeczytane książki, superwizje, nowinki i innowacje, które wdrażasz na lekcjach, obserwacje Twojej pracy, godziny, które spędzasz na przygotowaniu zajęć. Nic nie da się zrobić. Usiądź, płacz i poczekaj aż przybędzie Ci lat. A najlepiej posłuchaj osoby, która Ci to mówi, bo przecież wie najlepiej.
Nauczyciele mają się super. Jeżdżą za darmo na wycieczki
To nie jest bardzo popularny tekst, ale kiedy usłyszałam go po raz pierwszy nie mogłam przestać się śmiać przez piętnaście minut. On po prostu musiał znaleźć się w tym zestawieniu.  Myślę, że są nauczyciele, którzy lubią jeździć na wycieczki. Ja też. W pojedynkę albo z rodziną i przyjaciółmi. I serio, wolę za nie zapłacić sama. Dlaczego? Spróbujcie to zobaczyć. Wyobraźcie sobie, że jedziecie na wycieczkę. Przykładowo z grupą nastolatków, którzy są bardzo podekscytowani, że w końcu są poza domem. Przecież taki wyjazd to jest doskonała okazja, żeby zaszaleć. Spróbować alkoholu, papierosów albo seksu. I najlepiej nagrać to komórką i wrzucić do sieci. W łagodnej wersji – żeby nie spać, chodzić gdzie się chce (bez informowania o tym bliskich zawału opiekunów, którzy 150 raz w ciągu trzech dni przeliczają grupę). Albo klasę dziesięciolatków, którzy wiecznie nie wiedzą gdzie jest ich kurtka, buty, plecak lub, co gorsza, telefon. Mniej więcej co 5 minut chce im się jeść czy sikać. W międzyczasie pokłócą się z połową grupy i potem płaczą, bo inni nie chcą z nimi gadać/siedzieć w autokarze/być w jednym pokoju. Spanie oczywiście też nie wchodzi w grę. I w tym wszystkim Wy, przez 3 dni próbujący nie zasnąć na stojąco i  nie trafić do więzienia. Starający się ze wszystkich sił ogarnąć sytuację i sprawić, aby wszyscy z wycieczki wrócili w jednym kawałku i bez większej traumy. Fajnie się mamy, co?
PS Wczoraj kiedy opowiadałam na imprezie o tym tekście, to niektórzy nie mogli uwierzyć, że za wycieczkę nie ma wypłacanych nadgodzin. Naprawdę.
Skoro nie ma Pani dzieci, to nie wie jak postępować z obcymi
Cios poniżej pasa. Jego występowanie najczęściej obserwuje się w krytycznych momentach spotkań z rodzicami uczniów albo na internetowych forach.  Świetny tekst, prawda? Rodzicu, wygrasz nim każdą rozmowę. Po takim tekście właściwie nie ma już co zbierać. Serio. Pozamiatane, nie ma z czym dyskutować. I rozumiem, że zakładasz także, że lekarz musi przeżyć wszystkie choroby, aby móc skutecznie leczyć, a adwokat zostać skazanym, żeby zrozumieć swoich klientów. Nie? To skąd takie myślenie w przypadku nauczycieli?
Pani Kowalska to prawdziwy pedagog
Jasne, przecież porównywanie ludzi jest takie super. I na pewno przyniesie Ci pożądane efekty. Jest idealnym początkiem rozmowy i otwiera przestrzeń na dialog. Do głowy przychodzi mi tylko jeden komentarz. Jak mówimy na Śląsku: jaa, mhm[1].
Nauczyciele, dorzucicie coś jeszcze?
[1] Jeśli ktoś nie wie co to znaczy, TEN OBRAZEK dość dobrze to wyjaśni
Zdjęcie autorstwa Lacie Slezak ze zbiorów Unsplash

2 komentarze

  1. Madzia.

    19 listopada 2018 at 19:13

    Oh proszepani jakże cudowny tekst. Jest jeszcze jeden argument w dyskusjach przy stole- co takiego trudnego niby jest w uczeniu? Otwieraja podręcznik, robią notatkę w zeszycie a ty w tym czasie “se siedzisz” ?

  2. Ewa

    21 listopada 2018 at 08:20

    I jeszcze to: wychodzi ze szkoły o 13.00, ma trzy miesiące wolnego i jeszcze narzeka, że zmęczona i mało zarabia…?

Leave a Reply